i polecam nie tylko znawcom kuchni.
źródło fot. internet
Słowa autora:
"(...)- największą zaletą, ba nawet skarbem Europy, jest różnorodność jej smaków i aromatów. W tym wielkim zróżnicowaniu jadłospisów uzależnionym od miejsca, w którym siadamy do stołu, tkwi olbrzymia atrakcyjność. Dzięki Unii możemy bez przeszkód przemieszczać się z Polski do Portugalii, z Włoch do Norwegii, z Estonii do Szkocji. I wszędzie tam znakiem rozpoznawczym, sygnałem mówiącym, gdzie się znaleźliśmy, będzie to, co nam podadzą na stół: w Polsce - bigos, w Portugalii - caldo verde, we Włoszech - spaghetti alla puttanesca, w Norwegii - gravalaks, w Rosji - soljanka, w Szkocji wreszcie - haggis.
Każda z tych potraw nie tylko inaczej pachnie i smakuje. Każda z nich wiele mówi o ludziach, którzy ją jedzą na co dzień i którzy je przyrządzają od stuleci. Słowem - wizytówka każdego narodu znajduje się na talerzu lub w garnku. I my, smakosze wędrowni, chcemy je światu zaprezentować."
Czytając tę książkę, zaśmiałam się nie raz. Wiele rzeczy mnie zdziwiło. Wiadomo, co kraj to obyczaj. Pragnę przytoczyć najciekawsze i najśmieszniejsze cytaty pochodzące z kartek " Wędrówek po stołach Europy":
"Belgijscy mnisi już sto lat wcześniej odkryli, ze napój z jęczmienia jest nie tylko smakowity, pozwala łatwiej zbliżyć się i porozumieć z Bogiem, ale także ma wartości odżywcze i zdrowotne. (...) Średniowieczną Europę nawiedzały co pewien czas epidemie cholery. Księża i zakonnicy w kazaniach wytykali wiernym ze grzeszą nadmiernie, a Pan zsyła na nich kary pod postacią zarazy. Tak było w Belgii pod koniec XI stulecia. Brat Arnold, wówczas mnich z Oudenburga, jak już wspomniałem mierny w kazaniach mistrz browarnictwa, postanowił ratować swe owieczki od epidemii cholery. Zakazał pić wodę czerpaną z rzeki, a polecił wszystkim raczyć się piwem klasztornym. Żadne kroniki nie podają, jak na tym wyszedł finansowo klasztor, ale odnotowano skrupulatnie , że cholera ominęła Oudeburg. " ( str. 33)
" (...) Jednym z podstępów było napełnienie owsianką porcelanowych filiżanek stojących w kredensie, a używanych od wielkiego święta. Ale w końcu to święto nastąpiło. I było to dla mnie bardzo tragiczne święto...." ( str 134).
Polecam

