Choć są koślawe to się cieszę z mojej próby uszycia czegoś takiego. Zapewne zawisną na sznureczku nad łóżkiem córki, przypięte jak pranie maleńkimi klamerkami ( muszę kupić w kwiaciarni).
W planie mam więcej takich rzeczy, ale czas pokaże, kiedy się z tym wyrobię.
Na koniec kiełki fasoli mung. Wsypałam garść, mam wielkość dużego słoja. W smaku przypomina groszek i nawet mój sceptyczny mąż podjada po trochu.
Wszystko to w ramach testowania diety bezmięsnej, którą stosuję od ok 6 maja. Czuję się świetnie, lekko. Nie wiem, czy mi przejdzie, bo słomiany zapał to mój brat. Na razie podoba mi się eksperymentowanie z całkowicie nowymi produktami i komponowanie całkowicie nowych smaków, a i rodzina chyba się przyzwyczaiła i czasami jadają moje " dziwolągi".
Z czystym sumieniem polecam np barszcz z pieczonych buraków. Był niesamowity w smaku, tak jak zupa z czerwonej soczewicy na orientalna nutę, bo z dodatkiem specyficznych przypraw, kurkumy, cuminu, curry, kardamonu ( ale nie miałam).
Oj jak późno!
Kończę więc i dziękuję za odwiedziny i komentarze.
Pozdrawiam Was gorąco i życzę cudownych, pełnych szczęścia chwil.
Pa









