Dobry wieczór Wszystkim.
Postanowiłam pokazać Wam, co czytałam w ostatnim czasie.
Dlaczego nie jestem w tym działaniu systematyczna? Przyznam, że nie chcę pokazywać przez kolejne środy jednej i tej samej robótki, którą dziergam tygodniami. A tak jest.
Zacznę od końca.
"Stuhrowie. Historie rodzinne" jest książką, która czytam aktualnie. Niedawno ją zaczęłam, więc jest za wcześnie, aby wydać jakąś opinię.
Poprzednią pozycją były "Wilki" Adama Wajraka. Jest to druga przeczytana przeze mnie książka tego autora, przyrodnika i ekologa. Wajrak ma ogromna wiedzę, popartą badaniami i własnymi obserwacjami, pisze dostępnie, ciekawie, czasami z humorem.
Wilki to zwierzęta, które są piękne, choć, jak opisano na wstępie, posiadają " złą renomę". Autor przekonuje, jakie są motywy napadania wilków na inne zwierzęta oraz to, że ssaki nie zjadają ludzi.
Robótkowo, narzuconą mam chustę z pokazywanych wcześniej motków. Wzór oczywiście brioszkowy i długo nie znudzi mi się ten styl dziergania.
....
....
Kolejne książki, które ukończyłam, pokażę na zrzucie z portalu "Lubimy czytać".
Najmilej czytało mi się "27 pięter". Książka jest lekka, ale bardzo mądra, wręcz filozoficzna.
Streszczenie przeczytajcie tu. Z mojej strony, polecam ją bardzo.
Kolejną arcyciekawą, choć mniej ambitną od poprzedniczki, jest biografia Goka Wana. Przez dwa/ trzy wieczory, nie mogłam się od niej uwolnić.
Jest dobrze napisana i czyta ją się szybko. Autor opisuje dzieciństwo z nadwagą, problemy z rówieśnikami, uświadamianie sobie swojej orientacji seksualnej, niełatwą drogę do sukcesu. Mogłabym ją określić, jako pozycję o szukaniu siebie.
I to wszystko na dziś. Życzę Wam miłego wieczoru.
Skończyły się ferie i zaczynamy kolejny remont. Tym razem wymieniamy ościeżnice w pokojach. Będzie jeszcze brudniej, niż po łazience.
Ja skończyłam dwie chusty (suszą się) i zabieram się za kolejną. Zostanie zrobiona z tej oto włóczki.
"Podróżuj, gotuj, bądź zdrowa".
Sofia Brandon, mając niewiele ponad trzydzieści lat, porzuciła karierę zawodową i zaczęła od początku. Sześc lat spędziła w podróży, która miała jej pomóc odkryć własne ja i która poprowadziła ją dookoła świata i nauczyła sztuki zdrowego odżywiania (...).
Polecam, ją zwłaszcza entuzjastom zdrowego odżywiania. Znajdziemy w niej dużo przepisów autorki, jednak nic odkrywczego, w niej nie znalazłam.
...
Mam do pokazania jeszcze kilka zaległych pozycji ale po tych nieszczęsnych remontach.
Pogoda już sprzyja pracy na działce, ciekawe, czy hiacynty wystartowały...
Witajcie Kochani.
Zainspirowany nazwą "brioszka", która to robótka wciągnęła mnie na maxa, mąż postanowił upiec właśnie bułki "brioszki"
Moje burgery były z soczewicy, kaszy jaglanej i buraka ( nie yetera), z dodatkiem cebulki, czosnku i przypraw.
| mi smakowały a oni mieli swoje! |
Moja robótkowa brioszka jeszcze jest w powijakach, ale powoli jej przybywa.
| dziękuję you tubie za instruktażowe filmiki. |
Szykujemy się do remontu i w ostatnim czasie jeździliśmy po sklepach wybierać płytki, kabinę, brodzik, umywalkę.... już bym chciała być po wszystkim.
Za to świąteczne choineczki wypuściły młode pędy. Zasadzimy je w ogrodzie.
Może znacie nazwę tego iglaka? Na moje oko, to coś karłowate.
A dzisiaj czas na kino akcji. Idziemy na "Konwój".
Pozdrawiam
Składam Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku.
Enterlac wreszcie skończony. Takie mam tempo pracy. Nie pamiętam nazwy włóczki, ale to mieszkanka wełny z akrylem. Od razu zauważyłam, ze chusta inaczej się blokowała niż jej .poprzedniczka.
Tzn o wiele gorzej.
Znów dawno nie pokazywałam, co czytam.
O poprzedniej, przeczytanej przeze mnie, książce polskiej autorki ( ale jednak dokończonej), nie chcę pisać, gdyż musiałabym napisać źle. Taką przewidywalną historię można przeczytać w Harlekinie, a ten rodzaj literatury przeczytałam dawno temu, przysięgając sobie, że to ostatni raz.
Przeczytana "Rajska Dolina" Marie Hermanson, pozwoliła mi na inny rodzaj wrażeń, i pomimo wartkiej choć niesamowitej akcji, całkowicie odstresować się przed Świętami.
"(...) Położona w malowniczych szwajcarskich Alpach Rajska Dolina przypomina luksusowy hotel, chociaż pacjenci nie mogą jej opuszczać. Ale Daniel jest zachwycony pięknem przyrody i miłą atmosferą panująca w klinice..."
Historia zawarta w książce jest arcyciekawa, budująca napięcie, to istne studium psychologiczne, dla lubiących połączenie fantastyki z thillerem.
Na drutach ma narzuconą chustę, spóźniony prezent dla babci, gdyż włóczkę kupiłam przed świętami. Tak po prostu wyszło.
Zdążę przed Sylwestrem?
O poprzedniej, przeczytanej przeze mnie, książce polskiej autorki ( ale jednak dokończonej), nie chcę pisać, gdyż musiałabym napisać źle. Taką przewidywalną historię można przeczytać w Harlekinie, a ten rodzaj literatury przeczytałam dawno temu, przysięgając sobie, że to ostatni raz.
Przeczytana "Rajska Dolina" Marie Hermanson, pozwoliła mi na inny rodzaj wrażeń, i pomimo wartkiej choć niesamowitej akcji, całkowicie odstresować się przed Świętami.
"(...) Położona w malowniczych szwajcarskich Alpach Rajska Dolina przypomina luksusowy hotel, chociaż pacjenci nie mogą jej opuszczać. Ale Daniel jest zachwycony pięknem przyrody i miłą atmosferą panująca w klinice..."
Historia zawarta w książce jest arcyciekawa, budująca napięcie, to istne studium psychologiczne, dla lubiących połączenie fantastyki z thillerem.
Na drutach ma narzuconą chustę, spóźniony prezent dla babci, gdyż włóczkę kupiłam przed świętami. Tak po prostu wyszło.
Zdążę przed Sylwestrem?
Dzień dobry.
Jak to w środę pokazuję, co obecnie czytam i robótkuję.
Enterlac zrobiłam w całości. Już był zablokowany, kiedy dostrzegłam błąd. Jeden malutki, nie pozwolił mi na pozostawienie jej w takim stanie. Z bólem serca, wczoraj, zabrałam się do ponownego przerobienia. Ucząc się skorzystałam z kursu przedstawionego u kryski studio.
Przed chustą, wymyśliłam sobie kamizelkę tymże wzorem, ale zabrakło mi włóczki, a dosztukowana wełenka okazała się być za grubą. Produkt nie nadał się do pokazania.
Czytanie również idzie opornie. Odkąd korzystamy z Netflixa, nadrabiamy z Połówkiem wieczorami zaległości serialowe, a potem, po odcinku przeczytam ze dwie strony książki.
Znacie jakieś fajne seriale? Polecicie coś?
Czytana przez mnie książka " Bolało jeszcze bardziej" jest zbiorem reportaży, a reportaże uwielbiam, słuchać, czytać, oglądać.
Autorka pokazuje z jakimi problemami ludzie z wiosek i miast borykali się (i zapewne nadal borykają się) na przełomie ostatnich 20 lat. Bieda, nędza, niezrozumienie, ból po utracie bliskich, odseparowanie.
...
"Bolało jeszcze bardziej to zbiór reportaży, które powstawały w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Dwanaście historii z całego kraju, z Przerośli Gołdapskiej, łódzkich Bałut, katowickich Bogucic, Wrotnowa, Białej Podlaskiej. Dwanaście zagmatwanych losów, a tak naprawdę jedna bohaterka- Polska B. Niechciana, zgubiona, gorzej ubrana..."
...
Jakie lubię gazetki? sami widzicie. Oglądanie wnętrz bardzo mnie relaksuje.
"Moje gotowanie" było dodatkiem do babskiego czasopisma, które kiedyś kochałam, a teraz? no cóż, chyba wydałam niepotrzebnie pieniądze.
Pozdrawiam
Dzień dobry.
Od dawna chciałam Wam pokazać, co czytam, ale środy jakoś mi umykały i nie robiłam postów na czas.
Kiedyś nie napisałam posta....ponieważ zgubiłam zdjęcia.
I odkładałam tę czynność aż do dziś, kiedy to uzbierało mi się kilka przeczytanych pozycji na raz.
Na szczęście rejestruję tytuły na portalu "Lubimy czytać", skąd zrobiłam zrzut z ekranu.
Nic na to nie poradzę, że mam nawyk czytania, zwłaszcza po nocach.
"Morfina", to książka, którą czytam obecnie. Bohater jest trudny, raczej antypatyczny. Jest typem mężczyzny, którego raczej nie polubiłabym, ale z ciekawości do poznania jego charakteru i dalszych losów, książkę chcę dokończyć.
"Życie ma smak" jest książką kulinarną. Autorka opisuje historie osób spotkanych i jej poznanych i dopisuje do każdej z tych opowiadań przepisy. Niektóre na pewno wykorzystam.
Kupując tę książkę spodziewałam się czegoś innego, ale jak to u Kalicińskiej, odnajdziemy tam spokój, sielskość, doskonałych ludzi, smaczne jedzenie.
"Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie." "schrupałam" jak ją świeżą bułeczkę. Przedtem słuchałam paru rozdziałów w radiowej Trójce.
Dałam tę książce najwyższą notę, gdyż Anna Król, autorka wspomnień, z pewnością na to zasługuje.
"Saga Sigurn" to opowieść o dzielnej Sigrun, dziewczynie, którą ojciec, bogaty jarl, wydaje za mąż za równie bogatego władcę Regina. Jest to historia o pięknej miłości, walkach, zwyczajach Wikingów, mitologi norweskiej. Do książki przypisane są jeszcze trzy tomy, jednak traktują o innych bohaterach książki, dlatego reszty już nie doczytałam.
"Magda, miłość i rak" , to historia Magdy Prokopowicz, założycielki fundacji "Rak'n'Roll". Magda, pomimo wszelkich wysiłków przegrała walkę z chorobą. Za życia jednak, zadziwiała mnie siła tej kobiety, codzienna bitwa z losem o życie.
Zaskoczył mnie bardzo wywiad z mężem Magdy, przedstawiony na końcu książki, w którym to ujawnił autentyczny stan jego ducha w chwili choroby żony. Potwierdzam, że takie wyznania nie są najłatwiejsze, a ciągłe bycie z chorą osobą jest bardzo trudne.
"Klikier........"- dajcie spokój, nudy, że hej. Klikam klikierem Kaście ( mojemu owczarkowi), by wzmocnić jej pozytywne zachowania. Żałuję, ze robię to w tak późnym jej wieku. Tym urządzeniem można wyegzekwować szereg pożądanych zachowań u zwierzaka.
"Niewybaczalne" jest historią dwóch kobiet, które los styka ze sobą przypadkiem. Jedną z nich jest kobieta pamiętająca piekło obozu jenieckiego w Indonezji holenderskiej. Drugą zaś ghostwrierka, która w momencie podjęcia pracy u starszej pani, nosi w sercu pamięć o rodzinnej tragedii na plaży, nieopodal miejsca zamieszkania swojej pracodawczyni. Obwinia się za śmierć brata, co odzwierciedla jej stan psychiki i wpływ na związek z mężczyzną.
Pomijając historie kobiet, dowiedziałam się wielu ciekawych faktów historycznych z okresu drugiej wojny światowej, toczącej się na wyspach indonezyjskich.
"Płaczący chłopiec" jest opowiadaniem na podstawie prawdziwej historii obrazu przedstawiającego płaczącego chłopca. Zakup i obecność tego przedmiotu kończy się u każdego z nabywców pożarem mieszkania. Aż pewna dziennikarka, dobra znajoma właściciela, obrazu postanowiła zbadać historię chłopca z portretu.
Jest to pozycja, dla lubiących tajemnice, dawne lata, niesamowite wydarzenia, które rzutują na czasy obecne.
Niedawno widziałam podobny obraz na starociach i aż mnie ciary przeszły na wspomnienie tamtej historii.
Zaniedbuję Was okrutnie, ale nie mam czego pokazać, gdyż sweter nadal się robi.
W wolnym czasie jeździmy na działkę, na której zawsze jest robota.
Wczoraj zerwałam suche strąki fasoli, które dosuszam na moim słonecznym balkonie, by wyłuskać z nich ziarna. Ciekawa jestem, czy mi się to uda, czy ziarna nie zgniją. Nigdy tego nie robiłam. Udała mi się natomiast jesienna rzodkiewka. Zrywamy jej mnóstwo i natychmiast zjadamy. Jeszcze o tej porze w przeszłości, rzodkiewki z ogródka nie jadłam.
Takie małe sukcesy "uprawowe" bardzo mnie cieszą.
....
Dziś z okazji gotowania rosołu, chciałam Wam pokazać jak wykorzystuję woreczki do herbatek.
Nie lubicie pływających ziaren w zupie? wsypcie je do woreczka lub gazy a aromat ziół i przypraw na pewno się uwolni.
A lubicie zapach rosołu?
Ja uwielbiam, a z pewnych przyczyn gotuję dwa garnki tej zupki, więc aromat, który czuję pomnóżcie x 2.
Rosół kojarzy mi się z prawdziwym domem, z niedzielnym obiadem, obowiązkowym w każdym domu, w czasach mojego dzieciństwa, takim domowym ogniskiem.
Myślę, że odezwę się za niedługo. Pozdrawiam
Dobry wieczór Kochani.
Dziękuję, że nadal ze mną jesteście, pomimo, że rzadko robię wpisy.
Dziwnie się u mnie porobiło, ale dzierganie uspakaja.
Usprawiedliwiam się bardzo trywialnym powiedzonkiem
Usprawiedliwiam się bardzo trywialnym powiedzonkiem
"na smutki najlepsze są robótki", a jak wiadomo, kiedy ręce są zajęte, głowa odpoczywa.
Niekoniecznie.
Dopadł mnie problem zbyt małej ilości kolorowej włóczki. Chcę, by rękawy były spójne z całością i czasami za dużo myślę a za mało robię.
Dopadł mnie problem zbyt małej ilości kolorowej włóczki. Chcę, by rękawy były spójne z całością i czasami za dużo myślę a za mało robię.
Tworzę z resztek kolorowych włoczek z dwoma motkami włóczki w kolorze dżinsowym.
Jeszcze trochę to potrwa.
W ogródku obrosły pomidorki. Jadam je do każdego posiłku i nadal nie znudził mi się ich smak. Może odmiana nie jest idealna, ale za rok poszukam tej lepszej.
Jest ich tyle, że Połówek przerabia je z papryką na ketchup. Niebo w gębie. Musicie mi uwierzyć. Nie wiem, skąd on ma dar do łączenia smaków, bo paprykę dodał wg własnej inwencji.
A mój koszyk warzywny wygląda teraz tak:
Pod spodem są patisony. Młode i świeże smakują bosko na surowo. Polecam
I to wszystko na dziś. Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie.
Dawno nie pokazywałam książek, które przeczytałam/ bądź czytam.
Może głupio to zabrzmi, ale swego czasu, wciągnęłam się w oglądanie cotygodniowych, wieczornych seriali, co uniemożliwiło mi szybkie czytanie książek. A wieczór, to u mnie pora na książkę. Dlatego przeczytałam tylko dwie pozycje, a reszta leży i czeka.
O, taki stosik mi zalega na półce do przeczytania, choć "Nałkowską" już zaczęłam.
Pierwszą pozycją jest książka Magdaleny Grzebałkowskiej "1945 Wojna i pokój".
Interesuje mnie temat migracji ludności, tuż po wojnie, chaos i dezorganizacja, niepewność, ucieczka ludności niemieckiej, napływ Łemków, itp. Jedni wracali do macierzystych domostw, inni jechali na Ziemie Odzyskane gdzie zastali ład i porządek w gospodarstwach domowych. Jeszcze inni szabrowali, Rosjanie pili, Niemcy uciekali Mierzeją Wiślaną i nawet opisane zostały polskie więzienia dla ludności niemieckiej. Głód i smród panował w tych obozach, a potem były wyroki sądowe, za znęcanie się nad więźniami. Ciekawym przerywnikiem pomiędzy rozdziałami, są ogłoszenia z gazet z tamtego okresu. Niektóre zabawne, niektóre tragiczne.
Polecam
Inną pozycją, w która traktuje o przyłączaniu ziem do państwa polskiego jest książka leżąca najniżej w stosiku "Polski Dziki Zachód".
Niestety, czytam ją od jakiegoś czasu i stwierdzam, że styl pisania Beaty Halickiej jest cięższy od Grzebałkowskiej, Książka ta wymaga większego skupienia się nad treścią.
Kolejną książką, która przeczytałam jest "Masakra profana" Jarosława Stawireja.
Luźna pozycja o przewartościowaniu się profana, luzaka, w osobę, która stała się potrzebna w życiu spotkanych, przez niego ludzi.
A wszystko to za sprawą objawienia się Matki Boskiej i kłopotów z tym związanych.
Jest to przezabawna, luźna pozycja, dla wszystkich traktujących historię bohatera nieco z przymrużeniem oka.
Lubię czytać książki, ale nie potrafię ich recenzować. Bardzo boleje nad tą ułomnością. Umiejętność pisania bardzo by mi się przydała, publikując chociażby treści postów. Im więcej chłonę ładnych słów, tym bardziej wytykam sobie tę przypadłość. Wybaczcie mi proszę.
Nie znacie mnie, myśli mi krążą non stop, i choć na co dzień tego nie pokazuję, to potrafię wyrzucić z siebie potok słów.
Pochwalę się, że usłyszałam kiedyś od logopedy córki, że mam bardzo dobrą dykcję, więc swobodniej się wypowiadam, niż piszę.
Gadulstwo to główna cecha kobiet.
Nie znacie mnie, myśli mi krążą non stop, i choć na co dzień tego nie pokazuję, to potrafię wyrzucić z siebie potok słów.
Pochwalę się, że usłyszałam kiedyś od logopedy córki, że mam bardzo dobrą dykcję, więc swobodniej się wypowiadam, niż piszę.
Gadulstwo to główna cecha kobiet.
W ramach dziergania, tworzy się coś, co nie do końca pasuje do zarysu z wyobraźni. W bawełnę z odzysku wplatam włochatą włóczkę i nie mam zielonego pojęcia, czy całość spełni moje oczekiwania. Tak właśnie się robi na drutach. Nigdy nie wiadomo, co z tego wyjdzie.
Dziękuję, ze zaglądacie, dziękuje za komentarze.
Jesteście jedynym powodem dla którego jestem w sieci.
Witajcie.
Dzisiaj pokazuję, co czytam, co dziergam.
Zdarzyło się tak, że w takcie dziergania szala zabrakło mi włóczki, którą musiałam domówić i zaczęłam szydełkować serwetę.
Ma to być niespodzianka dla bliskiej mi osoby.
Czytam, jak zwykle.
Wolno i tylko wieczorami.
![]() |
| źródło: |
I tak przeczytałam książkę "Bohater" Rondy Byrne,
a w tej chwili czytam " Białą gorączkę" Jacka Hugo-Bader.
To momentami trudna książka, opisująca podróż autora w najodleglejsze miejsca Rosji. Historie są pełne kontrastów, nieprawdopodobne, a jednak dotyczą tej nacji.
Doszłam do momentu poznania sekty Wissariona. Z psychologicznego punktu widzenia, ciekawią mnie pobudki osób, często wykształconych, którzy rezygnują z życia w mieście i decydują się na życie w odległej Syberii, bez wygód, wśród społeczności religijnej.
Polskie Radio zrobiło reportaż o tej wspólnocie religijnej.
Teraz czytam o rosyjskich szamanach, jednak rozdziały o AIDS, narkomanach, pijaństwie i zwyczajach na syberyjskich drogach, były przerażające.
Polecam bardzo.
Witajcie.
Niby słoneczko nam przyświeca, a za oknem wciąż zimno. Dlatego niedawno zrobiłam kolejną czapeczkę z super mięciutkiej włóczki, mieszanki wełny, akrylu i odrobiny wiskozy. Bosko mi się zrobiło z tej włóczki i już nie mogę się doczekać kolejnych robótek z tego materiału.
Czapkę robiłam szydełkiem tunezyjskim, dzięki temu jest gruba i ciepła.
Do czapeczki dzierga się szalik. Jest w podobnym kolorze, choć w jaskrawszym, bo amarantowym. Niestety włoczka nie jest idealnie dopasowana do mojej wizji i musiałam połączyć dwie nitki, bo osiągnąć idealna grubość.
Szalik robię ściegiem gładkim, tradycyjnie na drutach i choć mam zabezpieczone brzegi, robótka mnie się zwija. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
.....
Przeczytałam "Łemkowie" i "Simonę".
Pierwsza pozycja opisuje przesiedlenia ludności podczas akcji "Wisła" na tereny, na których mieszkam, lub znajdujące się bardzo blisko mojej miejscowości. Ludność przesiedlano też w województwa gorzowskie i olsztyńskie. Wiele faktów z książki mnie wzruszyło ( dramat ludzi) i wiele mnie denerwowało, tj, wszelkie dane statystyczne, bardzo szczegółowo w tej pracy przedstawione.
Wg opisu z książki:
" W latach trwania akcji "Wisła" na ziemie zachodniej i północnej Polski deportowano 140577 osób, które zabrały ze sobą m.in.20460 koni i 45729 krów. Przybliżoną liczbę Łemków należy określić na 30-35 tyś. osób, co stanowiło ok. 20 % ogółu deportowanej ludności. Akcja ta objęła ludność wyodrębnioną na podstawie kryterium etnicznego. Nie miało znaczenia, czy wysiedlany brał udział w działalności UPA, czy nie. Przesiedlano wszystkich Ukraińców i Łemków, stosując niehumanitarną zasadę zbiorowej Odpowiedzialności."
"Opisywane wydarzenia związane z akcją "Wisła" nie są w stanie odtworzyć prawdziwego klimatu tragedii deportowanej ludności. Chcąc poznać i zrozumieć Łemków w trakcie i po przesiedleniu należałoby poznać sferę psychologii zbiorowej i indywidualnej. Łemkowie poprzez fakt deportacji zaczynali nowy okres swojej historii. Poprzez celowe rozsiedlenie zostały zerwane więzi społeczne. Rozbiciu uległa również struktura i hierarcha wewnątrzgrupowa. Wyrwanie mężczyzn, kobiet i dzieci z rodzinnego środowiska określiło oblicze tej społeczności na nowych ziemiach."
"Opisywane wydarzenia związane z akcją "Wisła" nie są w stanie odtworzyć prawdziwego klimatu tragedii deportowanej ludności. Chcąc poznać i zrozumieć Łemków w trakcie i po przesiedleniu należałoby poznać sferę psychologii zbiorowej i indywidualnej. Łemkowie poprzez fakt deportacji zaczynali nowy okres swojej historii. Poprzez celowe rozsiedlenie zostały zerwane więzi społeczne. Rozbiciu uległa również struktura i hierarcha wewnątrzgrupowa. Wyrwanie mężczyzn, kobiet i dzieci z rodzinnego środowiska określiło oblicze tej społeczności na nowych ziemiach."
O Simonie Kossak przeczytałam najpierw artykuł w jakiejś gazecie, po czym postanowiłam znaleźć książkę. Umożliwiła mi to biblioteka publiczna. Lubię biografie ciekawych i mądrych osób, a Simona z pewnością do takich się zaliczała. Polecam Wam bardzo.
I jeszcze szybka sesja na mnie w lustrze.
Niby statyw mam, ale moje lenistwo jest takie, że nie chce mi się go rozkładać.
I to tyle. Pozdrawiam serdecznie Wszystkich odwiedzających.
Miłego dnia, Kochani.
Niestety nie mam, co pokazać. Bluzeczka nadal jest w trakcie realizacji, a nowe pomysły kłębią się w głowie.
Wiem, że mam wolne tempo, ale pies, przeziębione dziecko, wieczorne ćwiczenia i wszelkie inne obowiązki, skutecznie skracają mój czas.
Mamy za to piękną pogodę, już bym mogła popracować w ogrodzie.
Tak, jakoś chce mi się żyć.
Pozdrawiam
zainspirowana zabawą u Maknety, pokazuję, co czytam i co dziergam.
Nadrabiam zaległości po remoncie i dziergam, kiedy tylko mogę. W planach mam kolorową bluzeczkę, zobaczoną na słynnym portalu z inspiracjami.
Moja bluzeczka będzie tylko podobna do oryginału. Wszystko jest inne ; wzór , kolory, modelka ( to na pewno).
Natomiast książka, po którą sięgam wieczorami jest lekka, mam nadzieję, przyjemna i relaksująca.
I to wszystko na dziś. Pozdrawiam serdecznie
Nadrabiam zaległości po remoncie i dziergam, kiedy tylko mogę. W planach mam kolorową bluzeczkę, zobaczoną na słynnym portalu z inspiracjami.
Natomiast książka, po którą sięgam wieczorami jest lekka, mam nadzieję, przyjemna i relaksująca.
I to wszystko na dziś. Pozdrawiam serdecznie
Witajcie.
Dawno nie pokazywałam, co czytam/ czytałam w ramach "Wspólnego dziergania i czytania", wg pomysłu Maknety.
Przed świętami udało mi się dokończyć książkę " Fado" Stasiuka. Zbiór opowiadań, często sentymentalnych i wspomnieniowych autora.
![]() |
| źródło: |
Następnie to zaczynałam, kończyłam, nie mogłam przebrnąć, no czytałam, ale nie mogłam się skupić na żadnej z pozycji, które miałam w łapkach. Na Gwiazdkę Mąż dostał od siostry ( notabene blogowej jennydress) " Beksińskich" i odpłynęłam.
Teraz wróciłam do codziennego czytania, tak, jak to było przed świętami.
Madzia dziękujemy.
W dzierganiu idzie mi tak sobie. Niedługo pokażę wszystko, co zrobiłam, a są to rzeczy głównie na zimę, bo najpierw nas zamroziło, a teraz sypnęło śniegiem.
Zima zaskakuje.
A zdarzyło Wam się odśnieżać auto wizytówkami i kartami plastikowymi? Niedawno, w czasie mrozów, okazało się, że skrobaczkę zostawiłam wraz z innymi rzeczami w reklamówce, w altanie i w aucie nie było nic, czym można by zeskrobać szron z szyb. Więc tarliśmy te szyby sztywnymi tekturkami, wizytówkami i kartami.
Dzisiaj zaś, postanowiłam zrobić sobie skrót pod górkę i zamiast schodami, to weszłam na przełaj, po udeptanej ścieżce. Tylko, że teraz ścieżka pokryła się śniegiem. W pewnej chwili pies się zaczął ślizgać, ja straciłam oparcie, poślizgnęłam się, pies jakoś doszedł na nogach, a ja na czworaka trzymając się smyczy. Ktoś mógł pomyśleć, że byłam pijana.
Reszta jutro, jeśli się wyrobię.
Pozdrawiam Was Kochani, nie dajcie się zimowej chandrze.
Prawa autorskie
Wszelkie zdjęcia i teksty prezentowane na blogu są mojego autorstwa. Jeśli jest inaczej, cytuję, lub piszę o tym. Dlatego proszę nie kopiować bez zgody gospodyni bloga.
Labels
na drutach
szydełkowo
czas wolny
książka
przyroda
przemyślenia
szycie
kulinaria
recykling
przeczytane
zajawka robótki
wyposażenie wnętrz
Święta
DIY
chusta
moje rośliny
ocieplacz na szyję
czapka
ogród
działka
mój pies
ozdoby
spacer
sweter
mitenki
wakacje
torba na ramię
zabawka
prezent
remont
ze szmatek
bluzka
powłoczki na poduszki
szal
torebka
podkładki
włóczkowe ozdoby
Nowy Rok
dywanik
patchwork
brioszka
candy
strój plażowy
zwierzęta
aplikacja filcowa
muzyka
narzutka
skarpetki
szalik
worek
wyróżnienie
święto
broszki
decoupage
grzyby
góry
komin
miasto
odnawianie mebli
serweta
strój kąpielowy
zazdrostka
ze sznurka
bombka
breloczek
enterlac
film
instangram
kamizelka
kapcie
rzeka
spódniczka
tunika
T-shirt
chleb
etui
koszyczek
poduszeczki na igły
ponczo
płócienne serduszka
rower
różyczki
serial
top
torba na zakupy
ściereczki
boa
bolerko
filc
haft krzyżykowy
konkurs
kosmetyk
lalka
literki
mata dla psa
nakładki
narzuta
pokrowiec na telefon
pólgolf
płótno
robótki wcześniejsze
rękawica i łapka kuchenna
szydełko tunezyskie
tunezyjskie
wianki


















































