W dniu wyjazdu sąsiadka na widok naszych bagaży postukała się czoło. Kto normalny w deszczu wyjeżdża w góry? Po tym deszczowym dniu, nastał w górach piękny ranek z mgłą. Góry znikły, zniknął świat. Mąż wziął aparat by zrobić zdjęcia koniom pasącym się nieopodal, naszego miejsca zamieszkania.
Śliczne były, potem widziałam je jeszcze raz.
Pogoda się zlitowała i jeszcze tego samego dnia wyszło słońce. Drugiego dnia było pochmurniej ale przyjemnie. Dopiero w dniu wyjazdu rozsiąpiło się na dobre. Wygląda na to, że trzeba być optymistą.
Dolny Śląsk z racji zamieszkania mam zwiedzony, jednak w okolicach Kamiennej Góry i Labawki nie byłam ( no oprócz kolorowych jeziorek). Przejeżdżaliśmy jedynie tędy, przez Czechy, w Kotlinę Kłodzką.
Rejon jest uroczy do chodzenia. Niewysokie wzgórza nie zmęczą, a trasy nie są wyczerpujące. Pokonaliśmy paręnaście kilometrów w ciągu każdego spaceru. Nabraliśmy oddechu, odpoczęliśmy. Takie wypady chciało by się powtarzać dla zdrowia psychicznego, a jak wiadomo, wszystko zależy od czasu i pieniędzy. Więc cieszę się jak dziecko z tak krótkiego wypadu w inny rejon polski.
Mnie się wszędzie podoba, gdzie nie mieszkam, ale w górach jest magicznie.
Tak się ociągam, że nie zrobiłam posta z wyjazdu w Bory Tucholskie. Tam też mi się podobało. Wiem jedno, musi być zielono.
Pozdrawiam serdecznie



















































